Kraków-Mong wrócił do chroniska z powodu ogromnej agresji do ludzi, psów..za TM [*]
AgaG - 22-03-2006 06:36
:placz: Zaadoptowało go małżeństwo emerytów w pełni sił. Niedawno przeprowadzili się z Krakowa do domu pod Dobczycami. Mają dwie znajdy małe (pieska i sunię). Nie przeraziły ich ani napady autoagresji Monga ani to, że na podczs jazdy zgryzł im całkowicie fotele w nowiutkim samochodzie, jeszcze go pocieszali po tym fakcie...i tulili. Mong będzie szczęśliwy, a ja coraz bardziej uwielbiam wilkowate psy. co jeden to wspanialszy...:loveu: :loveu:
rk66 - 22-03-2006 07:48
O kurcze! Jak rozmawiałyśmy, to zrozumiałam że siedzenia pogryzł tzn. dziabnął, a tu się okazuje że zjadł :crazyeye: :evil_lol: Przecież Ci ludzie to wręcz nierealni są. To wręcz niesamowite, jestem w szoku. I jeszcze go uspokajali i pocieszali. Widać Monk trafił na tych jedynych, właściwych, niepowtarzalnych.
:multi: :multi: :cunao: :multi: :multi:
kiwi - 22-03-2006 09:51
Monk to wspanialy pies - pracocholik, probowalam sie z nim bawic troche w sobote, ale monk wolal swoj ogon
AgaG - 22-03-2006 10:36
No zasługa moja żadna. Dziękujmy Pani Hani za takst o Mangu i jego zdjęcie w Dzienniku.:lol: Początkowo byłam przerażona, bo telefonów mało i glównie ludzi niezdecydowanych. ktoś go nawet oglądał w niedzielę (pewna para się umówiła), ale nic z tego nie wyszło. Dopiero telefon od tego pana to był balsam po prostu dla moich psich uszu. Wczoraj ucieliśmy sobie pogawędkę. Państwo dojechali szczęśliwie. Powiedzieli, że sunia dobrze przyjęła Monga, a ich piesek tylko warknał, ale będą przyzwyczajać. Mówił, że sporo zjadł głodomorek i że własnie razem oglądają telewizję, a Monk jest bardzo zainteresowany, co tak tam się rusza... . Pytałam, czy psiak się trochę uspokoił, mówił, że tak. Pies śpi z panem w jego pokoju. Pan uwielbia duże psy, ja jestem bardzo o niego spokojna. :multi: :multi: :multi: :multi:
AgaG - 22-03-2006 10:38
Zapomniałam dodać, że tym koszmarem Monga było starszne pogryzienie (jeszcze szyja nie zarosła sierścią) no i nerwica bardzo bardzo nasilona. Ale gdy się mu bajki opowiada i tuli, to zaraz jest lepiej... Cudowny pies.
AgaG - 25-04-2006 12:36
Niestety pies wrócił do schroniska. pan bardzo chciał tego uniknąć i bardzo to przeżył. No niestety nie mógł sobie poradzić z psem. i proszę nie wypisujcie, że w czymś jest jego wina !!! Niestety zawiodł pies a rczej choroba psychiczna psa. Pies przedstawiany był w schronisku również na jego oficjalnej stronie jako łagodny jak baranek. Ma on jednak chorobę kojcową, o której pana oczywiscie poinformowano, ale nie powiedziano, że przy tak nerowym zachowaniu psa (ciągłe krecenie się za ogonem, łapanie się za nararządy płciowe) jest to nieuleczalne i niebezpieczne, ponieważ pies w kazdej chwili może zaatakować. Pan w momencie, gdy Mong omal nie rozszarpał jego suczki i atakował wszystko na spacerach (nie wylaczając samochodów) szukał dla niego rady. Dopwiadywał się. Nie wiem dokładnie, ile czasu ale zdeje się około 2 tygoni miał go w domu z ogrodem i wychodził z nim na długie spacery, sadząc, że może minie stres psa i będzie lepiej. Mimo leków na uspokojenie czały czas podawanych tak się nie stało. We wnetrzu pies cały czas latał za ogonem, na zewnątrz polował również na samochody, kilka razy pan ledwie go utrzymał, bo by się rzucił na przechodzace osoby. pana akceptował, ale i tak raz ugryzł. Pan przez pewien czas trzymał go w hotelu, bo tak bardzo nie mógł sobie poradzić z nim. pytal wetów. jego zaufany wet, który zawsze leczył jego psy (pan ma dwie małe znajdy jeszcze) powiedział mu, że pies z takaą chorobą o takich obawach i po traumie związanej z duzym pogryzieniem nie powinien być w ogóle wydany. No coż bardzo bardzo smutnePan przezył ogromna tragedię i ma żal do schroniska i to ogromny, narażono go na ból, koszty.
_Aga_ - 25-04-2006 12:44
:-( Aga - nie da się tego jakoś wyleczyć?? Teraz, kiedy Mong wrócił do schronu - nie będzie miał żadnych szans.. Strasznie przykre :-( Jak on się musi okropnie czuć.. :sadCyber:
Toska - 25-04-2006 13:13
Fatalna sytuacja :-( , biedny psiak:placz: , ale myślę , że najważniejsze , że nikomu nic się nie stalo ! i faktycznie Mong nie nadaje się do adopcji w tej sytuacji :shake:
kuncewmr - 25-04-2006 13:18
Mong nie nadaje sie do adopcji ani ej, ani w innej sytuacji. Nie kazdy pies jest adoptowalny, a czyzby w schronisku nie bylo psow bezproblemowych, ktore trafily do niego niedawno, maja jeszcze normalna psychike i wszystkie szanse, zeby sie zaadoptowac w nowym srodowisku; M+L
Mrzewinska - 25-04-2006 13:27
Pan, ktory go adoptowal, zostal ugryziony, przezyl koszmarny tydzien, poniosl nieliche koszty - NIC SIE NIE STALO????
Nie znam przypadku wyleczenia psa maniakalnie krecacego sie za ogonem, nawet przy kreceniu zdarzajacym sie sporadycznie tez jest to bardzo trudne. No to moze jednak ktos w azylu zdecyduje, ze lepiej, aby ten pies zostal bezbolesnie zabity, niz zeby mial cierpiec dalej????
Czlowiek, ktory chcial dac szanse psu, ucierpial, pies nie jest nigdy niczemu winien, bo ani nie decyduje za siebie ani nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji, ale moze ktos w schronisku bylby wreszcie odpowiedzialny za wydawanie psa nie nadajacego sie do adopcji????
Czy naprawde w schronisku latwiejszych psow nie ma????
Zofia
AgaG - 25-04-2006 13:31
Bardzo mi zal psa, ale jeszcze bardziej pana w tej sytuacji,. On mimo to pokochał tego psa, a musiał go oddać, głos mu się łamał w słuchawce, gdy mówil o Mongu. To straszne...mam pytanie, gdzie można poczytac o tej chorobie?
Toska - 25-04-2006 13:37
[quote=Mrzewinska]Pan, ktory go adoptowal, zostal ugryziony, przezyl koszmarny tydzien, poniosl nieliche koszty - NIC SIE NIE STALO????
Zofio , oczywiście , że się stalo , ale zawsze biorąc psa ze schroniska , o nieznanej przeszlości ponosimy ryzyko i myślę , że ono jest przewidywane przez nowego wlaściciela . Natomiast pisząc , że nic się nie stalo , mialam na myśli np. sytuację , że pies rzuca się na dziecko na ulicy , albo zagryza kundelka sąsiadów itp.
Niestety nie każdy pies ze schroniska nadaje się do adopcji :shake:
mar.gajko - 25-04-2006 13:42
Ten pies, cokolwiek sie podziało, nie powinien wracać do schroniska, wszyscy o tym wiemy. Jak obejrzałam zdjęcia zaczęłam kojarzyć tego psa, stał w pierwszym lub drugim boksie, zdaje sie na sukach, sam. Kręcił się za ogonem, ale... jeżeli dało mu się cokolwiek do roboty: piłkę, zabawkę - miał w boksie. Zaczynała się zajmować zabawką. Podchodziłam wtedy do krat. Nie wykazywał cienia agresji do mnie. Nie wykazywała też agresji "przez płot" czyli do psów obok. Wiem, że na hotelu jak się "zajął" gryzieniem kości nie interesował się swoimi ogonami czy jądrami. Dlaczego mimo tych pogryzień przez inne psy i jego psów on nie zostal wykastrowany????????? Ten pies został skazany po raz drugi, tym razem dożywotnio i to dosłownie. A to nie powinno tak być.
Mrzewinska - 25-04-2006 14:06
Ryzyko jest zawsze, takze gdy kupuje sie za ciezkie pieniadze psa w najlepszej hodowli - ale na litosc, jesli wydaje sie psa azylowego z tak powaznym schorzeniem, to juz nie jest normalne ryzyko, a pewnosc, ze adopcja skonczy sie zle!!! I w schronisku,w i hotelu wiedziano, ze pies kreci sie maniakalnie za ogonem. Wet. tego pana wiedzial, ze taki pies nie powinien byc wydany. A jednak zostal wydany.
Ja rozumiem, ze litosc nad chorym zwierzeciem moze przeslonic racjonalne racje, ale moze okazmy na wyrost troche litosci i dla czlowieka, ktory dostanie nieuleczalnie chore zwierze. A przede wszystkim dla tych zwierzat, ktore w azylu czekaja - jeszcze zdrowe, jeszcze bez straszliwych urazow, jeszcze normalne w kontakcie z czlowiekiem. Poki dla nich nie bedzie za pozno.
Zofia
mar.gajko - 25-04-2006 14:24
Wszyscy róznie to formułując chcemy powiedziec to samo. Człowiek jest najwazniejszy. Trzeba ograniczać ryzyko do minimum. Wszyscy o to się staramy. Są jednak różne przypadki. Samookaleczanie się psów w schroniskach jest, może nie częste, ale spotykane, ostatnio pies (z łapą) po zmianie warunków i kontakcie z człowiekiem "zresocjalizował się" a były to początki choroby. Ale inną sprawa jest powrót tego psa do schroniska. WSzyscy wiemy iż przez kolejne kilka lat będziestał w kojcu, i daj boże sam, to jest najgorsza zbrodnia wobec tego psa. Ból psychiczny, który każe mu kaleczyć siebie zadjąc sobie ból fizyczny. Nie jest to "litość nad chorym zwierzęciem przysłaniająca racjonalne rację" jest to okrucieństwo wobec tego psa.
Mrzewinska - 25-04-2006 14:34
A kto jest wladny zadecydowac o bezbolesnym zabiciu tego psa?
Zofia
AgaG - 25-04-2006 14:37
pan napawdę zrobił wszystko, co mógł dla tego psa. nie było tak, że oodał go od razu. pies byl u niego około 2 tygodni, a jednak mimo miłości, spokoju, spacerów, leków, dobrej kuchni, braku stresów było tylko coraz gorzej. ja oczywiście nie jestem lekarzem a ni specjalistą od zachowan jak pani Zofia Mrzewińska, ale podpisuje się pod tym, co ona powiedziała.
AgaG - 25-04-2006 14:39
[quote=Mrzewinska]A kto jest wladny zadecydowac o bezbolesnym zabiciu tego psa?
Z tego co wiem tylko schronisko. i wiem, że własciciel bolejący nad tragedia tego psa chciałby żeby on już nie cierpiał i żeby nie doszło do jakiejs tragedii w przyszłości.
mar.gajko - 25-04-2006 14:44
A kto jest wladny zadecydowac o bezbolesnym zabiciu tego psa?
Zofia
Psi psycholog po kilkakrotnym widzeniu i "badaniu" reakcji psa.
A moje pytanie: Kto jest władny zdecydować o dalszym życiu tego psa i kto może na to patrzeć. Oczywiście można "mieć nadzieję", wybaczcie mój sarkazm, że pies sam się wykrwawi na śmierć.
Mrzewinska - 25-04-2006 14:49
Opinia weta to za malo??? Historia nieudanej adopcji to za malo??? A kto, jesli mozna prosic o taka informacje (ew. na priv.), pelni role psiego psychologa w krakowskim azylu?
Zofia
mar.gajko - 25-04-2006 14:53
pan napawdę zrobił wszystko, co mógł dla tego psa. nie było tak, że oodał go od razu. pies byl u niego około 2 tygodni, a jednak mimo miłości, spokoju, spacerów, leków, dobrej kuchni, braku stresów było tylko coraz gorzej. ja oczywiście nie jestem lekarzem a ni specjalistą od zachowan jak pani Zofia Mrzewińska, ale podpisuje się pod tym, co ona powiedziała.
Ago tu nikt nie ma pretensji o czynnik ludzki w odniesieniu do zachowań tego nieszczęsnika. Wszystkie osoby starały się aby mu pomóc. Chodzi o to aby uniknąć takich nieszczęść i psich i ludzkich, od razu na początku. Ten pies powinien zostać zdiagnozowany (na gruncie neutralnym) przez psychologa i albo przygotowana "recepta" albo eutanazja. My nie wiemy, jak długo był w schronisku, czy od początku miał te objawy. Czy on był agresorem czy ofiarą we wspólnych boksach. I sie tego pewnie nie dowiemy. Ale na dzień dzisiejszy, stan tego psa i brak jakiejkolwiek możliwości współpracy z psychologiem...
mar.gajko - 25-04-2006 14:55
Opinia weta to za malo??? Historia nieudanej adopcji to za malo??? A kto, jesli mozna prosic o taka informacje (ew. na priv.), pelni role psiego psychologa w krakowskim azylu?
Zofia
W krakowskim azylu NIE MA PSIEGO PSYCHOLOGA i w tym problem. A od strony medycznej pies jest w kondycji zadawalającej (jak na schronisko). I własnie weci nie widzą powodu aby psa poddać eutanazji. Wg starej metody: "pomęczy się i sam zdechnie".
Mrzewinska - 25-04-2006 15:03
To moze - zamiast psychologa psiego - wystarczylyby opinie dwoch wetow spoza schroniska - dwie odpowiedzi na proste pytanie - czy pies krecacy sie mianiakalnie w kolko za ogonem nadaje sie do wyleczenia i jak. A kierownictwo schroniska nie ma prawa decyzji??? To co, takiego psa najlepiej wrzucic do boksu z wiekszym i bardziej agresywnym i umyc rece???
Zofia
mar.gajko - 25-04-2006 15:09
To moze - zamiast psychologa psiego - wystarczylyby opinie dwoch wetow - dwie odpowiedzi na proste pytanie - czy pies krecacy sie mianiakalnie w kolko za ogonem nadaje sie do wyleczenia i jak.
Zofia
Zofio, "kręcenie sie psa w kółko" nie jest chorobą zagrażającą życiu. Nie jest to guz mózgu, nowotwór kości, etc. - to jest stanowiko wet. Może się pkręcić i lat 100, co im tam.
Mrzewinska - 25-04-2006 15:20
No tak, niech sie kreci, niech sobie w koncu leb rozwala o siatke, niech atakuja go inne psy, bo zachowuje sie w sposob dla nich prowokujacy, niech cierpi nieustanne napiecie, nieustanny stres. Niech bedzie psem abolutnie nie nadajacym sie zo adopcji. I niech sie meczy do smierci w klatce.
Zofia
mar.gajko - 25-04-2006 15:27
AMEN - tyle tylko.
Frotka - 25-04-2006 15:35
Ago - a ten Pan nie chciałby Dunaja z wątku o zagłodzonym owczarku?
AgaG - 25-04-2006 16:28
Pan jest osobą pechową, a ja trochę zabobonna jestem:lol: :lol:, natomiast on bardzo pragnął spokojnego przytulnego wilkowatego psa w wieku średnim, który byłby jego psem. Bo dwie małe znajdki wysterylizowaną sunię i pieska (średnie czarne dogadujace się z innymi co najwyżej powarkujące) to pieski jego żony. państwo mieszkają w domu poza Krakowem, okolica piekna, ale brak dobrego ogrodzenia. Pan musiałby mieć absolutną pewność nieagresywanego zachowania, i trzebaby może troszkę odczekać. on pragnie psa do kochania, spokojnego, który szybko nauczyłby się chodzić przy nodze na specery na grzyby, bo pan i pani są z zamiowania grzybiarzami. ich psy śpią przy ich lozkach i chodzą luzem. Państwo specjalnie dla nich zamawiają miesko i w ogole bardzo kochają zwierzaki.
AgaG - 25-04-2006 16:31
Co do kwestii mozliwego ataku na Monga czy Monga na inne psy, to wiem od pana Monga, że zglosił, iż pies nie może absoutnie być z innym psem czy suką
kiwi - 25-04-2006 21:18
Mong ma osobny boks na kwarantannie to historia to darmat psa i opiekuna mam nadzieje ze schronisko pozwoli mu zakonczyc godnie zycie...
Jagienka - 11-07-2006 14:31
Mong nadal wegetuje w schronisku?? Decyzje ze strony kierownictwa jakieś są??
AgaG - 11-07-2006 14:37
jest w schronisku i cały czas gryzie się za ogon.
Aggie - 24-08-2006 13:29
no i to się nie skończy dobrze. Temat mi znany - Raffi miał/ma objawy tej samej choroby. Chociaż czesciowo mu przeszła - ma nadal napady (zwlaszcza jak sie czuje niepewny w jakiejś sytuacji) Historia miala swój ciag taki że półtora tygodnia temu została mu amputowana końcówka ogona (jakies 10-15 cm) bo wdała sie zgorzel , martwica i bóg wie co jeszcze... :( Na szczęście nie miał agresji do ludzi, do psów i owszem ale jakoś sie z Zoranem i Herosem pogodzili Ogromnie mi szkoda Monga, to musi być straszny dramat także dla niego... niestety nie widze happy-endu dla tej historii :-( :-( :-(
Aga_Mazury - 09-11-2006 20:06
Co u Monga? :roll:
julia.zuzanna - 11-11-2006 00:34
Pan jest osobą pechową, a ja trochę zabobonna jestem:lol: :lol:, natomiast on bardzo pragnął spokojnego przytulnego wilkowatego psa w wieku średnim, który byłby jego psem. Bo dwie małe znajdki wysterylizowaną sunię i pieska (średnie czarne dogadujace się z innymi co najwyżej powarkujące) to pieski jego żony. państwo mieszkają w domu poza Krakowem, okolica piekna, ale brak dobrego ogrodzenia. Pan musiałby mieć absolutną pewność nieagresywanego zachowania, i trzebaby może troszkę odczekać. on pragnie psa do kochania, spokojnego, który szybko nauczyłby się chodzić przy nodze na specery na grzyby, bo pan i pani są z zamiowania grzybiarzami. ich psy śpią przy ich lozkach i chodzą luzem. Państwo specjalnie dla nich zamawiają miesko i w ogole bardzo kochają zwierzaki.
ja tylko zaproponuję, bo mamy u nas w schronisku świetnego, kochanego, bardzo mądrego i łagodnego wobec wszystkich (i ludzi i psów) psiaka reaguje na komendy i jest grzeczny niestety ma już około 8-9 lat i w schronisku ma marne szanse na adopcje, proponuję, bo może się uda http://schronisko.doskomp.lodz.pl/tmpimg/31065809.jpg
Aga_Mazury - 03-12-2006 18:11
pidzej a może dlatego, że on ma tylko jedne życie? tak wyjątkowe i jedyne jak Twoje dla Ciebie... nie widzę, żeby ten psiak miał jakies rany (oczywiście ze zdjęcia więc mogę się mylić)... wiem, że tu na wątku wiele osób było za eutanazją Monga....ja za nią nie jestem bo pies nie robi sobie krzywdy.... Każdy ma prawo oczywiście mieć swoje zdanie i pewnie kady ma odrobinę racji....
Anashar dziękuję za informacje i zdjęcia :)
MałGośka - 03-12-2006 19:39 http://www.schronisko.wielun.pl/w-do...abka-bona.html - nasza Bonka od niespełna dwóch lat ma wlasny, kochający dom. Nadal zdarza jej się za ogonem biegać, ale jej ludzie włożyli w jej "wyprostowanie" niesamowity wysiłek. Jednak Bonka nie była agresywna - owszem, pyskuje na inne suki, ale ludzi, zwłaszcza swoich, kocha na zabój...
To poważna choroba, pies nie radzi sobie totalnie z zaistniałą sytuacją. Czy uda się go od tego odzwyczaić - przyznam, że choć jakieś szanse są - jednak są raczej nikłe... Psy żyjąc w schroniskach potrafią pogodzić się z tym faktem, na swój sposób bywają szczęśliwe - wątpię by tak było w przypadku Monga, on się zmaga ze soba każdego dnia. Ale zaznaczam - wetem nie jestem, a tym bardziej behawiorystą.
Jest przepiękny... :roll:
Anashar - 03-12-2006 21:23
Zgadzam się z Agą_Mazury - Mong ma takie samo prawo do życia jak każdy inny. Może on nie cierpi? Tylko ma swój świat w którym na swój sposób jest szczęśliwy? Tak jak np. psychicznie chorzy ludzie. Oni ni zdają sobie z tego sprawy. Czy przy nich też powinniśmy stosowa eutanazje? Myślę, że każdy powinien móc w spokoju dożyć swych dni, póki naprawdę nie cierpi...
Anashar - 04-02-2007 21:59
A on dalej, lezy i lezy... :(
Aga_Mazury - 04-02-2007 22:18
On jest piękny i na tych zdjęciach ma ładną sierść....
czemu on nie ma wyskubanego ogona skoro tak się za niego gryzie?..
nie, nie to, że ja negauje czyjeś zdanie...tylko tak z ciekawości...czy on tylko tak się lekko podłapuje za ogon... pytam ponieważ u nas w Ostródzie zauważyłam maleńką sunieczkę...w pierwszym momencie myślałam, że ona tak się cieszy, że ktoś wszedł na jej boks...a ona podobno tak ma, że się kręci wokól własnej osi...dośc często... i pewnie to dośc zbliżone schorzenie do tego co ma Mong:shake:
Anashar - 04-02-2007 22:32
Nie widzialem, zeby mial powyrywana siersc wiec wnioskuje, ze on tylko lekko sie trzyma.
Perfi - 05-02-2007 00:19
ciekawa jestem czego to jest objaw...
kiwi - 05-02-2007 00:26
mong jak sie troche zadomowił rozszarpywał wszystko co spotkał na swojej drodze, inne psy, meble, rosliny, zone wlasiciela, gdyby nie to ze mocno go trzymal skonczyloby sie to tragicznie, pozagryzałby wszystkich sasiadow. w smaochodzie zezarł siedzenia zanim ludzie pzrejechali 200 metrow. zaden szkoleniowiec nie podjal sie pracy z nim, on cierpi. spojzcie mu w oczy to zobaczycie. wlasciciel szukal dla niego ratunku, pies byl w hotelu przez tygodnie, widzialm jak sie tam zachowywał, co z tego z ema wybieg jak stoi ciagle w jedym miejscu i kreci sie w kolko? caly czas dostaje psychotropy. ten pies nie nadaje sie do adopcji i dlatego powinien zostac uspiony.
Anashar - 05-02-2007 15:10
Nie wiedziałem, że jest na psychotropach...
Anashar - 18-02-2007 13:41
Jak go takiego zobaczylem, nie moglem sie oprzec zeby mu tych zdjec nie zrobic :) Bawil sie jak szczeniak
MałGośka - 18-02-2007 19:09
Może się mylę - w końcu nie widziałam Monga na "żywo" - ale takie zachowanie w połączeniu z innymi, które można u niego zaobserwować, te o których piszecie - to poważne problemy behawioralne, nie zabawa... :shake:
Takie "maniakalne" noszenie miski metalowej u psa oznacza zazwyczaj, że nie radzi sobie z intensywnymi emocjami jakie się w nim gromadzą, to pewien sposób odreagowania. Kolejne natręctwo w stylu trzymania się za ogon...
Jeśli jednak się nie mylę - i opierając się nawet na tym co kiwi ostatnio napisała - to Mong nie tylko totalnie nie nadaje się do adopcji, ale i po prostu cierpi.
Jedynym ratunkiem byłaby terapia u behawiorysty, ale z praktyki wiem, że to nierealne - bo kto podejmie się takiego zadania, kto poświęci psu parę godzin dziennie przez nie wiadomo jak długi czas? Może jednak wystarczyło by przywieść takiego specjalistę do Monga - by ocenił czy faktycznie życie nie jest dla psa pasmem udręk?
Mrzewinska - 18-02-2007 21:32
W stanie tak zaawansowanym jak u tego zwierzecia zaden behawiorysta nie pomoze. Proponuje lekture "Pies, ktory kochal zbyt mocno" Dodmana (dr nauk weterynaryjnych, wykladowca farmakologii behawioralnej, dyrektor Kliniki Zachowan Zwierzat)- wg niego takie zachowania maja zwiazek z padaczkowa aktywnoscia niektorych obszarow mozgu, sa prawdopodobnie uwarunkowane dziedzicznie. Przy niewielkich zaburzeniach - pomocne jest ustawiczne dostarczenie innych bodzcow, ograniczenie czasu samotnosci i czasu zamkniecia do minimum, bardzo duzo swobodnego ruchu, trening kontrwarunkujacy i ustawiczne bardzo kosztowne leczenie preparatami antykonwulsyjnymi. Gdy do zachowan obsesyjnych w opisywanych przez Dodmana przykladach dolaczala agresja - sprawa byla beznadziejna. Napadowa aktywnosc powoduje ustawiczne zmiany nastroju - od atakow szalenstwa po paniczny lęk.
Moze juz dosc dlugo cierpi to zwierze????
Zofia
.Ania. - 18-02-2007 23:38
Z tego co pamiętam, Mong tak samo zachowywał się w hotelu. Oprócz gonienia za ogonem, "bawił" sie też miską. Widzieliśmy też jak zachowywał się poza schronem. Ja nie znam się na psychologii zwierząt. Preczytanie kilku książek nic nie znaczy. Ale nie raz już osoby, które się na tym znają, szkoleniowcy i psycholog mówili, że to jest przypadek beznadziejny. Że jemu już nie można pomóc. Kiwi, czy Aga wie, że jestem przeciwna usypianiu zwierząt, jeśli jest jakakolwiek nadzieja na uratowanie chorego, czy cierpiącego psa. Jednak nam nie udało się znaleźć nikogo kto by się podjął pracy z takim psem. Fakt jest taki, że on cierpi- to mówili nam wszyscy. Niestety u niego choroby nie widać golym okiem, dlatego może pozwala mu się tak cierpieć...
Ela_and_Krzys - 18-02-2007 23:42
piekny cierpiacy pies strasznie zapadl mi w pamieci po naszej pierwszej w zyciu wizycie w schronisku, kiedy naprawde nie potrafilismy sie zdecydowac ktorego psa zabrac - o Mongu tez myslelismy zycie na psychotropach to zadne zycie...
weszka - 18-02-2007 23:42
Biedny skrzywdzony przez ludzi pies :( Gdyby miał inne życie może byłby normalnym fajnym dużym psem :shake:
Mrzewinska - 19-02-2007 08:33
On prawdopodobnie - jesli mozna mowic o skrzywdzeniu przez ludzi - zostal skrzywdzony przez decyzje o rozmnazaniu jego rodzicow. Wiele wskazuje na to, ze jest to wada dziedziczna, chociaz nie wprost. Przeciez nie ma szans, aby ktos pelnil przy nim dyzur 24 godziny na dobe, podawal bardzo drogie lekarstwa, wiedzac, ze natychmiast po odstawieniu lekarstw pies zachowa sie z niekontrolowana napadowa agresja - tak jak u kogos, kto ostatni probowal go przygarnac.
My naprawde musimy dojrzec do swiadomosci, ze trzymanie przy zyciu nieuleczalnie chorych i ustawicznie cierpiacych, lub niekontrolowanie agresywnych zwierzat nie jest milosierdziem. W tzw. azylach gina koszmarnie psy zagryzane w nadmiernej ciasnocie. Lagodne, spokojne, bezkonfliktowe, takie z ktorymi moglby sobie latwo poradzic ktos przygarniajacy zwierze. Takie, ktore nie wrocilyby do schronu. A jednoczesnie nie usypia sie przypadkow beznadziejnych. Nie ma pieniedzy na sterylki. Nie ma obowiazku chipowania, nie ma wywieszonego w kazdej lecznicy ogloszenia, ze nie trzeba rozmnazac zwierzat. Za to sa schrony zakladane dla zysku, za to wolno sprzedawac szczeniaki na gieldach, placach, na ulicy, wolno rozmnazac bez rejestracji hodowli, bez ponoszenia oplat, bez umow sprzedazy, bez znajomosci pochodzenia zwierzecia.
Az chcialoby sie zapytac odpowiedzialnych za krakowskie schronisko - ile psow zginelo tam zagryzionych. Moze jednak lepiej byloby, aby uspic zwierze nie rokujace zadnych szans na adopcje, a w tym boksie umiescic lagodnego, uleglego psa, ktory za chwile zginie pod zebami innych psow w przepelnionych klatkach????
Zofia
kiwi - 19-02-2007 08:54
Pani Zofio - zgadzam sie w 100% ale coz ja moge? wolontariusze prosili juz zarzad KTOZU o uspienie Monga....
Ela_and_Krzys - 19-02-2007 09:03
Moze to zabrzmi glupio, ale czy nie mozna go wyadoptowac po to zeby mu ulzyc?
Wiem ze to strasznie strasznie trudne i sama nie dalabym chyba rady ... ale jesli schronisko nie chce to czy jest inny sposob?
Jagienka - 19-02-2007 09:55
Moze to zabrzmi glupio, ale czy nie mozna go wyadoptowac po to zeby mu ulzyc?
Wiem ze to strasznie strasznie trudne i sama nie dalabym chyba rady ... ale jesli schronisko nie chce to czy jest inny sposob?
Nie wydadzą go... niestety.
Jagienka - 19-02-2007 11:07
Ale kiwi ja nierozumiem, dlaczego wtedy jak miałyście Monga i opinie lekarzy to nie podjęłyście takiej decyzji?? Z tego co słyszałam to się weterynarze nie chcieli zgodzić, tak?? Ale dlaczego, skoro opinia jest jednoznaczna...
kiwi - 19-02-2007 11:11
bo to bylo bardziej skomplikowane niz na to wyglada teraz
Anashar - 03-04-2007 14:02
W niedziele w schronisku jak podszedlem do wybiegu Monga i chcialem mu zrobic zdjecie, stal przy budzie trzymajac ogon.
Ale gdy mnie zobaczyl odrazu wesoly podpiegl do ogrodzenia, podawal mi lape, chcial sie witac.
Moze jednak daloby sie go jakos leczyc? Moze to trzymanie za ogon to objaw stresu zwiazanego z samotnoscia albo jakims innym czynnikiem ktory da sie wyeliminowac?
Aga_Mazury - 03-04-2007 14:18
Czyli Mong był szczęśliwy, że podszedłeś? że zainteresowałeś się nim?...
to ja nic nie rozumiem....
Anashar - 03-04-2007 21:42
Tak. Merdał ogonem, polizał mnie po rące, chciał żeby go głaskać...
Aggie - 03-04-2007 21:53
Moze jednak daloby sie go jakos leczyc? Moze to trzymanie za ogon to objaw stresu zwiazanego z samotnoscia albo jakims innym czynnikiem ktory da sie wyeliminowac?[/quote]
na 100% tak . Jestem "specjalistką" od tego typu psich zachowań. nie wiem kto i jaką krzywdę wyrządził mojemu psu ale własnie tak się zachowywal w schronie - samookaleczał i rzucał z pełną agresją na inne psy.. jest bardzo skrzywdzony psychicznie i niestety takie skrzywienie psychiki nigdy nie zniknie do końca Można go po prostu pokochać takim jaki jest - tyle że tu trzeba serca i cierpliwości wielkiej (nawet mi czasmmi brakuje - skoro pies jest kochany itd a ciągle ma napady nerwowe..). Nadal jest agresywny do psow ale też czasem sie cieszy, pilnuje nas.. to jak z chorobą psychiczna - wet mi tak powiedział - człowiek powie co mu dolega ico go dręczy, a pies nie umie....:shake: :shake: szkoda mi tego psiaka - nie wierzę że go nie da sie ratować, ja to zawsze mam wiarę w trudne psy.. - moje mnie tego nauczyły.. Moze gdzies tam u was znajdzie sie ktos kto mysli jak ja i da mu szanse?
Anashar - 05-04-2007 22:07
Szczerze Agigie, watpie w to :(
A to zdjecie moze zostac zle zinterpretowane. Wyglada jakby Monk szczerzyl zeby, ale on tylko probowal sie do mnie dokopac przez to ogrodzenie. Jak podszedlem to dawal mi lapke i byl spokojny :) http://anashar.pl/moje/schronisko/1....s/img_3128.jpg
Szczerze Agigie, watpie w to :(
jaka cholera szkoda.. taki piękny wilczasty pies... ja bym mu dala szansę bo ja bym dała każdemu...:shake: :shake: ale skoro wy znając go macie takie wątpliwości to cóż ja mogę się mądrzyć... w innych okolicznościach moze bym zapłaciła trenera żeby go chociaż spóbował ocenić.. ale teraz mam 2 suczki na utrzymaniu - nie dam rady :-(
Anashar - 06-04-2007 00:05
Ale z nim trzeba pracować. Jego trzeba by wyciągnąć ze schronu. Inaczej nie damy rady niczego zrobić...
Ja nie wątpie w to, że Monka da się jeszcze sprowadzić na dobrą drogę. Wątpie w to, że ktokolwiek się tego nieodpłatnie podejmie. Niestety mało kto w dzisiejszych czasach robi coś bezinteresownie... A na pro behaviorystów nie stać nas jako wolontariuszy, biorąc pod uwagę ilości psów...
Aggie - 06-04-2007 01:00
Ale z nim trzeba pracować. Jego trzeba by wyciągnąć ze schronu. Inaczej nie damy rady niczego zrobić...
Ja nie wątpie w to, że Monka da się jeszcze sprowadzić na dobrą drogę. Wątpie w to, że ktokolwiek się tego nieodpłatnie podejmie. Niestety mało kto w dzisiejszych czasach robi coś bezinteresownie... A na pro behaviorystów nie stać nas jako wolontariuszy, biorąc pod uwagę ilości psów...
no a schron go nie wyda i koło się zamyka... ech wiem ile mnie kosztował behawiorysta do Zorana, wiem... bede myslec o MOnku - a nuż moje ślicznoty ze schronu szybko domy znajdą i moze wtedy ( o ile jeszcze pies bedzie żył...:shake: ) tyle tu negatywnych opinii o nim ( w tym uznanych specjalistów) że troche sie obawiam wyrażać swoje ciut odmienne zdanie. Tym bardziej ze ja psa nie znam, ale szkoda mi go. Zawsze mi szkoda trudnych psów.. do tej pory sama codziennie walczę z psem autystycznym i niewiele sie zmienia niestety . Z tym że ja sie ciesze z każdej chwili kiedy on merda ogonem, kiedy podbiegnie bardziej radośnie, kiedy.. co ja wam tu bede truć.. szkoda psa i tyle...
Aga_Mazury - 06-04-2007 08:27
Mong i ja jakoś nie potrafię zrezygnować ...z myślenia pozytywnego o Tobie
Jagienka - 15-04-2007 08:21
Mong wczoraj znowu z ogonem w pysku nie reagował na ludzi :shake:
Aga_Mazury - 21-07-2007 19:50
Jakie wieści od Monga?...
Jagienka - 22-07-2007 08:48
Jakie wieści od Monga?...
bez zmian... Mong się kręci z ogonem w pysku, ma zachwianą psychike... ostatnio przyleciał uradowany pod krate gdzie stałam, po czym sie rzucił... :cool1:
Anashar - 23-07-2007 01:01
Żal mi go...
karusiap - 11-08-2007 13:20
Biedny psiak...tak strasznie boli jak patrzy sie na niego...choc ja tez wierze...
Jagienka - 29-03-2008 14:12
Mong nie żyje [']
karusiap - 29-03-2008 14:14
:(no to na tyle zycia tego biedaka...juz bedzie szczesliwszy[*]
Isadora7 - 29-03-2008 14:34
Mong nie żyje [']
Biedny.... a może już właśnie szczęśliwy pies. Przeczytałam całość, łzy mi się zakręciły. Mong biegaj po zielnej trawie za TM - tam jesteś już szczęśliwy i nie cierpisz. Tam kiedyś spotkasz się z Panem który poświecił ci parę tygodni i będziecie obaj szczęśliwi.
Aga_Mazury - 30-03-2008 10:15
Mong <*> bardzo mi przykro piesku
_Aga_ - 24-09-2008 14:49
Mong nie żyje [']
Jagienko - Mong został uśpiony, czy po prostu zasnął?
(*)
karusiap - 24-09-2008 15:08
Jagienko - Mong został uśpiony, czy po prostu zasnął?
(*)
Mong nie przezyl kastracji...
chyba,ze sie myle?ale tak cos pamietam:(
kiwi - 24-09-2008 15:19
wyobraźcie sobie zycie w ciągłym lęku i bólu. smierc jest wbawieniem
_Aga_ - 24-09-2008 15:54
Smutna jest historia Monga..
Wiem, że był chory, ale i tak mi go strasznie żal.. że umierał w schronisku..
Najważniejsze, że nie cierpiał..
Najgorsze by chyba było, gdyby został zagryziony..